HUNTERS - Strona Radomskiej Eskadry Aircombat RC
Hunters
Pilot: Andrzej "Guru" Toczewski

Jeden z wielu weteranów radomskiego modelarstwa rc. W średniej szkole wziął się za uwięź. Tego okresu woli nie wspominać, bo wszystkie kabarety poszłyby z torbami. Potem nastąpiła długa przerwa w życiorysie modelarskim. Dopiero w latach osiemdziesiątych przyszło poważne uzależnienie - od fal radiowych.

Serdeczny kolega Edmund Pij przyniósł mu coś kadłubopodobnego z laminatu (przypominało maczugę - zwłaszcza wagą) i na tym trenował posługiwanie się żywicą i tkaniną szklaną. Następnie przyszła kolej na prostego szybowca RC i równie prostą aparaturę. Loty nim były niskie (1,5 m) ale po wyjeździe z kolegą na zawody przyszło olśnienie. Sprawili sobie lepsze modele i zrobili wyciągarkę elektryczną. Miał i ma do tej pory słynnego Speeda. Szybowce z racji swego charakteru, nauczyły ich łagodnego i płynnego sterowania.

Tymczasem nadeszła era spalinowych akrobatów. Nowy ból. Model, silnik (oczywiście MDS 6,5) jakaś skrzynka startowa, paliwo. Po wyczajeniu w Modelarzu słynnej „Żabci” jego niepokorna natura kazała mu ją nieco zmodyfikować. Oczywiście nie stroni od planów innych modelarzy czy zestawów firmowych, ale swoje twory podporządkowuje własnym, specyficznym być może potrzebom doznań estetycznych, zarówno co do modeli jak i ich wyczynów w powietrzu. Po kilku spokojnych lotach nadeszła pokusa. Pierwsze beczki, wywroty, pętle, Immelmany. Szło nawet nieźle i gdyby nie padnięty akumulator... Skrzydła i stateczniki przeżyły więc zrobił z tego dolnopłata. Tak zaczęły się jego własne konstrukcje.

Przez kilka lat latał na lotnisku wojskowym. Warunki były idealne - długi i szeroki pas asfaltowy, słońce od godz. 12 zawsze za plecami i tylko jedna wada - dostępne tylko w sobotę i niedzielę. Czasami zła pogoda lub brak transportu powodowały dłuższe przerwy w lataniu.

Któregoś dnia postanowił zrobić mały model na silnik MVVS 2ccm i trenować na pobliskiej łące koło domu. Wybrał model Scorpio 2, którego plany znalazł w Modelarzu. Model latał bardzo dobrze, więc częste wypady na łąkę w środku tygodnia pozwoliły w krótkim czasie opanować program F3A Klub. Na lotnisku nie tracił czasu (kolejka) i paliwa na uczenie się figur większym (10ccm) modelem tylko od razu trenował cały program. W zasadzie lata dla własnej przyjemności i nigdy nie miał pociągu do rywalizacji w zawodach ale w r. 2004 dał się namówić na udział w pucharach F3A Klub w edycji odbywającej się na lokalnym lotnisku modelarskim. Pierwszy start, pierwsze lądowanie, uszkodzenie modelu (silny boczny wiatr) i resztę zawodów spędził jako pomocnik sędziego. Nie zraził się. Twierdząc że dla takiego żółtodzioba w akrobacji jak on udział w zawodach, otarcie się o najlepszych zawodników, możliwość rozmowy z sędziami to ogromne przeżycie, duża dawka wiadomości i kolejny łyk doświadczenia.

Ponieważ jego marzeniem było sterować model z WW2 postanowił zrobić Messerschmitta Bf-109 G6 v1 w skali 1:12. To był pierwszy kombat jaki powstał i wzbił sie w niebo w Radomiu. Od tamtej chwili zaczęła się przygoda z Aircombat. W roku 2007 pod koniec sezonu wraz z pozostałymi założycielami eskadry Hunters pojechał na pierwsze w życiu (kolegów też) zawody AC do Wężykowej Woli. Zabrał swojego Gustawa (Me 109G). Tam już w pierwszym locie zderzył się ze... no właśnie - ze Spitefulem Łukasza. W nagrodę za najbardziej widowiskową kraksę sędzia główny ufundował mu szampana. Uszkodzenia były zbyt poważne aby naprawiać więc niestety poszedł na zapałki. Powstał natomiast jego następca o wymiarach 1/12 minus 5%. Konstrukcja prosta a nawet prostacka, a lata jak rakieta.

Wkład jaki włożył do kombata to jego Supermarine Spitfire. Myśliwiec zrobiony ze śmieci zrobił podczas zawodów takie wrażenie, że zainteresował się nim kombaciarz Piotr Ecik. Podjął się wykonania modelu seryjnego z laminatu i od 2009 jest dostępny w sprzedaży. Model ten bierze udział w zawodach jako Supermarine Spitfire MK. VIII - typ 360 wersja wysokościowa. W ten sposób Andrzej otrzymał odznakę FD - Fighter Designer.